Co jadłam w górach na diecie? – FOTOrelacja ze szlaków
Polskie Tatry to jedno z piękniejszych miejsc, w których znajduję się każdego roku, żeby i połazikować, i potruchtać. Kto był, ten wie, kto nie – ten powinien się przekonać. 🙂
 
To pierwszy mój rok, w którym na trasie nie znalazły się kanapki z razowca.
 
Chociaż wyjść w góry miałam z powodu krótkiego pobytu tylko 4 (jedno musiałam odwołać z powodu deszczu), to zdążyłam przetestować parę połączeń.
Było dosyć oszczędnie, jajecznie, nietypowo, tłusto i czasami słodko – czasami nawet bardzo!
 
PS.: Uwaga, moje jedzenie jest niefotogeniczne, ale czuję, że nie jest to w tej chwili najistotniejsze – ważne, że smaczne i odżywcze. 🙂
 
1. Zdjęcie robione krótko po 6:00 zaraz przed wyruszeniem w drogę. Na pierwszy rzut zaplanowałam Ciemniaka, Krzesanicę, Małołączniak i Kopę Kondracką….a KOPA z rana dała mi ciekawa jajecznica (pomysł poranny, autorski 😉 ):
CO-TO-MA-BYĆ?
Jajecznica z awokado i bananem. Z dodatkiem masła, całkiem sporej ilości.

 

Na wyjeździe postanowiłam zrezygnować z targów i zakupy zrobić w Tesco – Awokado, masełko, jajeczka i obowiązkowo kawa.

 

Na Krzesanicy pierwszy posiłek i cóż, znowu to samo – jajka gotowane na pół-miękko, awokado i kiełbasa.

 

Na szczycie trochę dorzuciłam do pieca. 😉
Prawdą jest, że mam słabość do wafli ryżowych, ale tu – wysoki IG, szybkie doładowanie węglowodanowe jak najbardziej wskazane. Pierwsze węgle złożone tego dnia.

 

Lokalne przysmaki – lubicie oscypki? 🙂





Tego dnia nie gotowałam w domu – poszłam do jednego z zakopiańskich “100g za 3zł”. Wzięłam kawałek mięsa (nie pamiętam niestety co to było), warzywa, ziemniaka + chrzan i czosnek.

Niestety nie załapały się na fotkę.





 2. Następnego dnia (po podobnym śniadaniu) wyruszyłam na szlak prowadzący do Doliny Kościeliskiej po to, aby przekonać się, że docelowy szlak chwilowo nie istnieje. To nic. Po pierwszym dniu miałam dużo planów, ale tego dnia postanowiłam raczej potruchtać.

Dotarłam żółtym szlakiem na Przełęcz Iwaniacką. Na niebie pojawiało się coraz więcej chmur, więc ruszyłam w dół bardzo kamienistym szlakiem w stronę szlaku prowadzącego do Schroniska na polanie Chochołowskiej. Było super, naprawdę.

Dobiegłam do Schroniska na Polanie Chochołowskiej i zjadłam ten piękny posiłek – zaskakujące, ale nic nowego. Dzisiaj było więcej kiełbasy i pomidor ekstra. Obeszło się bez wafli. Wodę piłam wysokozmineralizowaną, tu – lekko gazowaną. 🙂





 
Popołudniami padało właściwie każdego dnia. Zakopane znam od dziecka, więc nie jestem szczególnie zainteresowana samym miastem.
Na obiad zrobiłam warzywa z dużą ilością masła, tego dnia podobnie skoczyłam do baru na podobny posiłek – zjadłam coś a’la bigos, ale z mięsem wieprzowym + jakieś warzywa.

Tego wieczoru uzupełniłam węglowodany cydrem – uważam, że było to całkiem miłe podsumowanie dnia. 😉

 

3. Trzeciego dnia pogoda od rana nie była idealna, ale jak to w górach bywa – nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. Odwiedziłam Halę Gąsiennicową, gdzie wypiłam herbatkę z cytryną, zjadłam parę daktyli.


 

+ standardowy dodatek.
Nad Czarnym Stawem Gąsiennicowym zjadłam posiłek bez awodado, z ekstra zawartością masła, wzbogacony o groszek (konserwowy, ale bez dodatku cukru 😉 ).
+ parę orzechów.




Ostatniego dnia po powrocie ze Szpiglasowego Wierchu (było przepięknie, mimo, że spotkał mnie mały deszcz i od Morskiego Oka w górę szłam praktycznie w “mleku”) był znowu ryż w postaci wafli i obiad w knajpce góralskiej. Sałatka z tuńczykiem – przyznaję, że po takim wysiłku zaspokaja na chwile (LUB dali zbyt mało tłuszczu 😉 ).
 

Na wyjeździe wystąpił jeszcze dwukrotnie kefir, który całkiem dobrze sprawdza się na trasie i popołudniami. Był też dwa razy serek wiejski (na co dzień raczej ograniczam nabiał, niemniej bardzo lubię), który potraktowałam jako przekąskę i jakieś tam źródło białka. Było sporo bananów, jabłka i morele suszone.

Wyjazd traktuję bardziej jako okazję do spędzenia czasu w górach i ułatwiam sobie posiłki jak mogę – to tylko parę dni. 🙂

Góry, chmury, trawa, muzyka i wiart na Kopie Kondrackiej. 🙂
Zejście ze Szpiglasowego Wierchu do Morskiego Oka.
Na trasie na Krzesanicę. 🙂
 

Poza powyższym gotowałam sobie warzywa i nie oszczędzałam na tłuszczu. Byłam też raz na “daniu dnia”, którym był schab z grilla, ziemniaki i “zestaw surówek” (niestety, ale kapusta zamiast kiszona była ‘zalana’ octem).

Przez 6 dni zjadłam łącznie kostkę masła i 20 jajek. Węgle stanowił  ryż (niestety w postaci wafli) i ziemniaki + owoce.

To wersja oszczędna i mocno turystyczna – oleju kokosowego nie brałam, za smalcem sklepowym nie przepadam.

Czułam się zaskakująco dobrze i cóż – już tęsknię za górami, bo to zbyt, zbyt krótko.

Tutaj odpoczywam na Polanie Chochołowskiej patrząc w góry i na chmury. 😉
CATEGORY: Ciekawostki i inne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

proudly created by CoffeeCode.IT


Wszystkie Diety w sklepie taniej o 30zł!

Otrzymaj 4-tygodniowy mailing "Jak schudnąć?" i wiele więcej w przyszłości! :)

Wyślij mi newsletter (bez spamowania)!

 

Zapis do Projektu jest jednocześnie zapisem na newsletter. Akceptuję to i wiem, że w każdym momencie mogę zrezygnować.

 

Zapis do Projektu jest jednocześnie zapisem na newsletter. Akceptuję to i wiem, że w każdym momencie mogę zrezygnować.

 
Polskie Tatry to jedno z piękniejszych miejsc, w których znajduję się każdego roku, żeby i połazikować, i potruchtać. Kto był, ten wie, kto nie – ten powinien się przekonać. 🙂   To pierwszy mój rok, w którym na trasie nie znalazły się kanapki z razowca.   Chociaż wyjść w góry…