Efekt Krugera-Dunninga w dietetyce i kim jest specjalista

W dietetyce bardzo często spotykamy się z efektem Krugera-Dunninga. Nie tylko u samych dietetyków i żywieniowców, ale także u osób stosujących diety.

Poczułam potrzebę, aby o tym napisać kilka słów, ponieważ zjawisko jest tak częste, że mam wrażenie, że mówienie o tym jest ważne i potrzebne. Początkowo napisałam o tym jedynie na fanpage, ale dziś rozwijam w tym poście.

Czym jest efekt Krugera-Dunninga?

Efekt ten polega na tym, że mało wykwalifikowane jednostki przeceniają swoją wiedzę i umiejętności w dziedzinie. Będąc na początku drogi, po zapoznaniu się z tematem np. z jednej strony mają wrażenie bycia specjalistą. Są tak pewni swoich przekonań i wiedzy, że każda kontra spotyka się z cynicznym uniesieniem brwi. Co on mówi? Przecież moja prawda jest mojsza! Ja wiem!

No i niestety te osoby najczęściej prezentują swoje bardzo silne przekonania w różnych formach. Te bardziej ofensywne wyłapać jest stosunkowo łatwo (często charakteryzują się demonizowaniem wszystkiego, co jest niezgodne z przekonaniami autora), a te bardziej przyjazne zwykle delikatniej, ale nieco zastraszająco i “w trosce o odbiorcę” prezentują dane zagadnienie.

I tak ofensywne były swojego czasu książki i dokumenty dotyczące szkodliwości pszenicy / mięsa / cukru; a nieco mniej ofensywne, ale bardzo często spotykane są reklamy leków/suplementów diety, które przerysowują nieco potrzebę ich zastosowania.

Nie odbiegając jednak zbyt mocno od tematu – myślę, że era social mediów i lansu w sieci potęguje występowanie efektu Krugera-Dunninga. Wystarczy super infografika, wspaniałe fotki z życia, ze szkoleń, z konferencji i…proszę! Specjalista jak się patrzy.

Oh, a jaki wyszkolony. Oh, ile książek dietetycznych na półkach, a ile to badań w zakładkach i jakie research’e zrobione…No niemożliwe. 🙂

Kim jest specjalista?

Niestety jak przychodzi co do czego to okazuje się, że dany specjalista nie jest … specjalistą. Niestety zbyt krótko trwa jego praktyka zawodowa do tego, aby był w stanie połączyć część faktów, wziąć pod uwagę wystarczającą ilość zmiennych i w praktyczny sposób pomóc klientowi. To nie tak, że nie ma wiedzy. Czasami ma, a czasami nie ma. Od wiedzy do wiedzy w praktyce – z mojego doświadczenia – jest kawałek drogi i szczerze czuję, że nie da się przeskoczyć pewnego etapu. Dopiero w połączeniu tych dwóch elementów jesteśmy w stanie naprawdę pomóc, a więc sprawić, aby nasz podopieczny nie czuł konieczności już być naszym podopiecznym. 🙂

Brzmi niedorzecznie, ale to właśnie powinien chcieć specjalista. Przekazać w prosty i jak najbardziej praktyczny sposób nawet najtrudniejszy temat. Usamodzielnić podopiecznego na tyle, na ile jest to możliwe.

Przekazać narzędzia i mieć pewność, że on sobie spokojnie poradzi, a jeśli będzie potrzebował pomocy – nie będzie miał problemu z tym, żeby po nią wrócić. Bez sieczki w głowie, bez skrajnych podejść, bez chwilowych rozwiązań.

Z drugiej strony, osoby o sporym doświadczeniu zdają sobie sprawę, że czasami warto wstrzymać się z niekwestionowanymi opiniami w jakimś temacie.

Czasami lepiej się wstrzymać lub zaznaczyć, że to tylko opinia lub przeczucia, o nijakiej wartości merytorycznej. Myślę, że te prawo ma mieć każdy i nie jest błędem o nich mówić. Błędem jest je zalecać.

Ale na moją mamę, babcię i koleżankę to działa…

Analogicznie, zjawisko możemy także zauważyć u praktyków testujących niejako różne rozwiązania dietetyczne na sobie. W momencie kiedy trafiają na dietę, która w konkretnym przypadku im pomogła, mogą roznosić tę wieść tak, jakby była to idealna dieta “na wszystko”. Istnieją nawet badania dotyczące tego zjawiska – najbardziej porażające, w moim odczuciu, jest to, jak oceniamy niejako rzetelność informacji.

Słyszymy zdanie: Koleżanka mojej koleżanki stosowała dietę X przez miesiąc razem z mężem. Oboje schudli, jej wyrównał się profil lipidowy, a on pozbył się cukrzycy! Przechodzę na tę samą!

Brzmi super, dopóki nie dowiadujemy się, że mowa o diecie Dukana, która choć redukuje drastycznie, to długoterminowo jest szkodliwa dla zdrowia, a opisane “dodatki” do redukcji są skutkiem nie samej diety, ale właśnie zredukowanej masy ciała. Da się inaczej, bez skutków ubocznych, ale w mózgu takiej osoby już skonstruowany został schemat:

Dieta Dukana -> odchudzanie -> ekstra rezultaty -> ?! – > muszę spróbować

W tym schemacie nie ma info o wypadających włosach i silnych niedoborach po stosowaniu kilka miesięcy. Nie ma też nic o efekcie jojo.

dieta dukana

A dlaczego uważam, że warto iść do dietetyka? (klik)

A no właśnie po inną perspektywę, konsekwencję i niejednokrotnie – powrót do podstaw.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Otrzymaj 4-tygodniowy mailing "Jak schudnąć?" i wiele więcej w przyszłości! :)

Wyślij mi newsletter (bez spamowania)!

 

Zapis do Projektu jest jednocześnie zapisem na newsletter. Akceptuję to i wiem, że w każdym momencie mogę zrezygnować.

 

Zapis do Projektu jest jednocześnie zapisem na newsletter. Akceptuję to i wiem, że w każdym momencie mogę zrezygnować.