Jakiś czas temu tendencja stosowania się do diet stała się świętością. Zaczynając od Dukana, przez dietę “kulturystyczną” (czyt. ryż, kura, broccoli), przestrzeganie pór posiłków do co minuty itd. Efekty były dobre lub nawet świetne (w większości jednak BYŁY niż są). Wszystko po to, by schudnąć / wyrzeźbić się / osiągnąć sylwetkę życia.
Dzisiaj chciałabym napisać, że o ile w sporcie wyczynowym każdy kilogram potrafi robić różnicę, o tyle w normalnym, aktywnym stylu życia ocenianie jego jakości przez pryzmat przerzuconych ciężarów czy konsekwencji w stosowaniu diety – jest bardzo szkodliwe.
Ciało na piedestale
Kult pięknego, szczupłego, sprężystego ciała nas wcale nie dziwi, bo większość z nas wychowała się w świecie, w którym media były, w którym media są i jak bardzo nie chcielibyśmy – mają na nas olbrzymi wpływ. Kreowanie kanonów piękna – i nawet nie mówię o klasykach w stylu “okładek magazynów”, a o tym, co widzimy – w dobrych filmach, w internecie, w reklamach. O tym co widzimy, i czego słuchamy – OD SIEBIE nawzajem.
Bo trzeba zdać sobie sprawę jasno, że jeśli spotkał Cię kiedykolwiek problem z akceptacją swojego ciała, nazwałeś się “grubym“, “brzydkim”, “jakimśtamniedoskonałym” – to jest tylko Twoje wyobrażenie o sobie. Błędne z resztą.

1. Nie jesteś gruby. Możesz mieć najwyżej więcej czy nawet sporo tkanki tłuszczowej, ale Ty – jako TY – jesteś zawsze 100% piękny.
Ktoś nieraz mówi o tym, że “liczy się wnętrze”, ale nigdy nie dostajesz rozwinięcia, więc oceniasz się dalej przez pryzmat ciała. Dalej i niezmiennie. Chciałabym Ci powiedzieć jedno – świat nie popełnia błędów i nie tworzy czegoś, co nie jest kompletne. Jesteś i-de-al-ny. Zawsze i wszędzie, więc możesz ODPUŚCIĆ SOBIE dręczenie swojego ciała i umartwianie się nad nim. Daj mu spokój, daj mu 100% troskę i zobaczysz, że bez presji i ciągłych batów zacznie to rekompensować. Przecież podchodząc do przyjaciela chcemy dla niego jak najlepiej, więc dbamy o to, jak tylko możemy. Nie ciśniemy mu non stop i nie odbieramy mu energii w ten sposób.
Co innego otyłość, gdzie staje się to po prostu niezdrowe, a co innego 2-4kg więcej niż w poprzednim sezonie. Wiadomo, że fajnie mieć fajne ciało, ale każda osoba, która po prostu o siebie dba, ma właściwą masę ciała, jest aktywna – ma fajne ciało.
2. To, jak wygląda Twoje ciało i jakie jest to tylko TWÓJ interes.
Jeśli się kochasz – od razu zrozumiesz co mam na myśli. Z miłością do siebie, taką bezwarunkową i 100% nie jesteś w stanie się “urazić”, bo ktoś powiedział coś niemiłego na temat Twojego wyglądu. Ktoś chce Cię obrazić? To jego problem. Tylko jego, bo człowiek, który kocha siebie jest zdecydowanie bardziej otwarty na wyrozumiałość i miłość do innych. Ktoś Cię obraża? To nie Tobie powinno być przykro. Najpewniej to właśnie on tu cierpi najmocniej, bo rzutuje swoje cierpienie na innych. Ktoś przyczepił się do tego, że ostatnio przytyłaś? I co z tego? To tylko Twoja sprawa, a tak naprawdę SZCZEGÓŁ.
To JEST szczegół, serio. Przy odpowiednim nastawieniu do życia widzisz jak bardzo wygląd staje się śmieszną sprawą. Jeśli dajesz i pokazujesz miłość sobie, i światu – promieniejesz.
Ktoś powiedział, że liczy się pewność siebie u kobiety – i dużo w tym racji, bo liczy się u wszystkich. Szczera pewność siebie wynika z miłości i troski o siebie, swoje emocje i swoje wybory.
3. Kochane ciało i miłość do siebie przywraca zdrowie.
Jestem o tym przekonana w 100%, że nastawienie psychiczne do siebie i swojego zdrowia robi olbrzymią rolę. Już samo to, że placebo w badaniach daje 50% efektu podpowiada nam, jak olbrzymią rolę ma nasz umysł. To, jak patrzysz na świat – i siebie / swoje ciało – czyni życie pięknym lub szarym.
Kochając siebie nie czujesz potrzeby porównywania się z innymi i nie zbija Cię to z Twojego właściwego myślenia.
Masz nadgorliwą koleżankę, która ciągle zwraca uwagę na wygląd – swój / Twój / porównuje się / mówi o ciele podczas zjadania posiłku / boi się non stop o to, żeby nie przytyć, żeby nie zjeść za dużo BO tłuszcz? Powiedz jej, że to szczegół.
To kompletnie nie ma znaczenia w życiu, w ŻYCIU tu i teraz.
Jeśli tu i teraz mam się martwić tylko o to, jak wygląda moje ciało to sorry – ale to nie jest najlepsze wyjście na przeżycie mojego życia.

Dla jasności – miłość i zrozumienie tego, czym jest dla nas ciało daje jeszcze coś – naturalnie i z własnej potrzeby dbamy o nie.
Nie biczujemy go ani negatywnymi myślami, ANI wkładanym do ust niezdrowym pokarmem 2gi, 3ci i piąty raz. Zaczniemy dostrzegać jak naturalne pożywienie na nie i na NAS oddziałuje.
Dajemy mu wszystko, co najlepsze – a wtedy kompletnie nie musimy się martwić o to, czy nasza waga urosła lub zmalała o kilogram.
Przesłanie jest tylko jedno:
Skupmy się na zdrowiu, a nie na sylwetkach i poprawiajmy sposób żywienia
Nie mówię, że schudnięcie parę kilo dla lepszego samopoczucia – lekkości przy wykonywaniu aktywności fizycznej jest złe – WRĘCZ PRZECIWNIE – jest bardzo dobrze i tym też się zajmuję (pomaganiem osobom to osiągnąć), ale – pamiętajmy tylko, że to jedna mała część nas. 🙂
Wartość macie zawsze w środku.
Najprawdopodobniej dobrze o tym wiesz patrząc na kogoś, kogo kochasz – czy naprawdę myślisz o tym, czy ma 4cm w talii więcej czy mniej?
Kompletnie nie ma to znaczenia.




4 Comments